Nick Alm w Warszawie. Malarstwo jako reżyseria uwagi

Zapis cyfrowy wystawy Nicka Alma w Warszawie w galerii Manifest[o] z krótkim komentarzem:

Miejsce gdzie jest najwięcej moich filmów bieżących relacji z wystaw i z mojej pracowni to moje konto na Instagramie.

Dajcie mu mówić!

Każdy ma swoją opowieść. Staram się zaczynać opisywanie ludzi od ich słów. Nick Alm w wywiadzie na stronie quarantinemenorca tak odniósł się do zdania:

– Everything that is not classic ages like a prostitute.
– Hahaha… Yes, I’d sign for that one! Good one! Hahaha…

Obraz nie istnieje jako JPEG

Materiał, faktura, czyli medium! Bo obraz olejny nie istnieje jako plik JPG. Istnieje jako obiekt. Ma skalę, ciężar, temperaturę światła, fakturę powierzchni. Funkcjonuje inaczej z bliska, inaczej z daleka, inaczej rano i inaczej w ostrym świetle galerii.

Reprodukcja potrafi pokazać kompozycję, ale bardzo często zabija sam mechanizm działania obrazu. Właśnie dlatego podczas oglądania wystawy Nicka Alma w warszawskiej galerii Manifest[o] najciekawsze momenty zaczynają się nie wtedy, gdy patrzy się na obrazy „ogólnie”, ale wtedy, gdy podejdzie się bliżej. Na tyle blisko, żeby przedstawienie zaczęło się rozpadać.

Detal powierzchni obrazu Nicka Alma z widoczną fakturą farby
Detal powierzchni obrazu Nicka Alma. Pod światłem widoczna staje się subtelna mikrofaktura farby. Fot. artTV

Farba została położona cienko, bardzo równo, bez ekspresyjnego impastu i bez ostentacyjnego gestu. Dzięki temu widz nie zatrzymuje się na samej materii obrazu, tylko zaczyna wchodzić w stan zawieszenia, który buduje przedstawiona scena. Nie wiem tego na pewno, ale zaryzykowałbym stwierdzenie że to półsuchy, miękko rozcierany laserunek. Powierzchnia nie jest idealnie martwa ani przemysłowo gładka — pod światłem pojawia się delikatna, satynowa mikrofaktura wynikająca z kierunkowych ruchów pędzla. To ważne, bo właśnie ta subtelna pulsacja materii rozbija chłód kompozycji.

Obraz wygląda jak zatrzymany kadr, ale jednocześnie cały czas pozostaje fizycznym przedmiotem. Bardzo istotne jest też to, że powierzchnia obrazu pracuje przeciwko narracyjnej dosłowności. Gdyby farba była grubo kładziona, ekspresyjna albo pełna dynamicznego śladu ręki, scena nabrałaby dramatyzmu. Tymczasem Alm wybiera dyscyplinę. Gładka, kontrolowana faktura tłumi emocjonalny hałas i sprawia, że napięcie staje się bardziej psychologiczne niż teatralne. W tym sensie technika i temat są tutaj nierozdzielne. To nie jest obraz o postaci namalowany w określony sposób.

To obraz, w którym właśnie sposób malowania — wyciszony, wygładzony, syntetyczny — staje się nośnikiem doświadczenia samotności, dystansu i percepcyjnego zawieszenia.

Martin Eden i rozpad iluzji

Jedna z moich ukochanych książek, Martin Eden, Jacka Londona – Martin pierwszy raz widzi solidny obraz.  Najpierw patrzy na spójną gładką wizję świata, która w momencie podejścia bliżej rozpada się na chaotyczne uderzenia pędzla. Klasyczna magia malarstwa. Chłopak zauroczony ogląda obraz jak magiczną iluzję świata.  Z bliska widzi jedynie agresywne, brudne ślady farby. Znika przedstawienie, zostaje materia. Kiedy jednak ponownie robi krok w tył, wszystko wraca na swoje miejsce.

Ta scena świetnie opisuje doświadczenie malarstwa Nicka Alma.

Fragment obrazu Nicka Alma przedstawiający postać w ciemnej zieleni i rozproszone światło
Nick Alm buduje przestrzeń obrazu przez światło i syntetyczne plamy zieleni. Z bliska widać pojedyncze ruchy pędzla, z dystansu — niemal filmowy kadr. Fot. artTV

Z dystansu jego obrazy wydają się niemal klasycznie harmonijne. Półmrok wnętrz, miękkie światło, zawieszone postaci, kontrolowana atmosfera ciszy. Ale wystarczy podejść bliżej i powierzchnia zaczyna się rozszczelniać. Zieleń ogrodu rozpada się na nerwowe układy plam.

Detal obrazu Nicka Alma ukazujący gładką fakturę malarską i widoczne ślady pędzla
Detal obrazu Nicka Alma. Z bliska widać pojedyncze pociągnięcia pędzla, które z dystansu stapiają się w niemal fotograficzną całość. Fot. artTV

Fragment ściany okazuje się szerokim, prawie brutalnym przetarciem pędzla. Niektóre partie obrazu wyglądają tak, jakby Alm świadomie zostawiał je niedokończone albo celowo otwarte. Tam jest napięcie jego malarstwa — pomiędzy iluzją a fizycznością obrazu.

To nie jest fotorealizm próbujący udawać fotografię. Alm bardzo wyraźnie przypomina widzowi, że patrzy na farbę, światło i płótno. Nick Alm pojawia się na mojej stronie w dziale malują.

Współczesna rozmowa o sztuce bardzo często ucieka od materialności malarstwa. Obrazy omawia się przez tematy, konteksty społeczne albo narracje polityczne, jakby sam sposób istnienia powierzchni przestał mieć znaczenie. Tymczasem w tym gąszczu noeantypostmodernizmu można znaleźć miejsca gdzie malarstwo nie zapomina o fizycznym obiekcie, materiale. Reaguje na światło, skalę i obecność widza.

Na wystawie Alma staje się to wyjątkowo wyraźne. Niektóre partie płócien łapią światło niemal jak mokra emulsja fotograficzna, inne pozostają matowe i optycznie suche. Jednak raczej wszystko zawerniksowane bardziej na błyszcząco. Widać przechodzenie od miękkich, cienko prowadzonych warstw do miejsc bardziej szorstkich, gdzie powierzchnia zaczyna niemal pylić. Co ważne, Alm nie próbuje ujednolicić obrazu za wszelką cenę. Pozwala, żeby poszczególne fragmenty pracowały różnymi temperaturami i różnym stopniem gładkości.

To szczególnie ciekawe w czasach, kiedy ogromna część współczesnego realizmu akademickiego zaczyna przypominać sterylną, wygładzoną powierzchnię renderu. U Alma obraz nadal pozostaje żywy. Widać decyzje, zmiany rytmu, momenty bardziej otwarte i miejsca kontrolowane niemal obsesyjnie. I właśnie dlatego jego obrazy tak dobrze działają w przestrzeni galerii. Nie konsumuje się ich jednym spojrzeniem. One zmieniają się wraz z odległością.

Patrząc na wystawę w Manifest[o], czuje się (czy raczej ja czułem), że Nick Alm myśli o malarstwie jak reżyser albo operator filmowy. Nie chodzi o same malowane obiekty, ale o tempo ich czytania i dynamikę odkrywania obrazu. Światło w jego obrazach nie pełni funkcji dekoracyjnej. Ono organizuje uwagę widza.

Oko niemal automatycznie wpada najpierw w jasne partie obrazu. W rozświetloną twarz. W refleks na podłodze. W jasny fragment ciała wycięty z ciemności. Dopiero później zaczyna powoli dryfować po reszcie kompozycji — po chłodnych półcieniach, po miejscach bardziej głuchych, optycznie cięższych. Ostre krawędzie kontra rozmyte plamy to narzędzie do prowadzenia spojrzenia odbiorcy po płótnie. Widać to wyraźnie na obrazie przedstawiającym kobietę stojącą pomiędzy wnętrzami. Ciepły brąz podłogi zderza się tam z chłodnym błękitem sąsiedniego pomieszczenia. Sama postać zostaje zawieszona dokładnie pomiędzy tymi dwoma temperaturami światła.

Obraz Nicka Alma przedstawiający postać stojącą w oświetlonym wnętrzu mieszkania
Nick Alm buduje napięcie prostymi środkami: światłem, pustą przestrzenią i niemal filmowym kadrem wnętrza. Fot. artTV

Warto zapoznać się zarówno z profilem Nicka Alma na Instagramie gdzie regularnie publikuje obrazy jak i z relacją z wernisaży wystawy w Warszawie w galeri Manifest[o], którą znalazłem na YouTube:

Przewijanie do góry