Gerhard Richter

Malarstwo od lat cierpi na jedno zasadnicze nieporozumienie. Myli się dwie cechy, które tylko pozornie są do siebie podobne: konsekwencję i prawdę. W obiegu krytycznym, galeryjnym i instytucjonalnym przyjęło się, że artysta konsekwentny to artysta „prawdziwy”. Że jeśli ktoś od dwudziestu lat robi to samo – te same obrazy, te same gesty, ten sam język – to znaczy, że jest uczciwy wobec siebie. Ja w to nie wierzę. I nigdy nie wierzyłem.

Nikt nigdy – historycznie, realnie – nie powiedział, że konsekwencja jest cechą artysty. To nie jest wartość wpisana w malarstwo. To jest wartość dopisana współcześnie, z powodów bardzo przyziemnych: wygody opisu, bezpieczeństwa rynku, stabilności narracji. Konsekwencja jest potrzebna galerzystom i krytykom, nie malarzom. Bo jeśli dziś opiszą Cię w katalogu, zrobią wystawę, zbudują narrację – to chcą mieć pewność, że za piętnaście lat nie okaże się, że mylili się całkowicie. A jeśli już mają Twoje obrazy, to tym bardziej chcą, żebyś pozostał „sobą”, czyli produkował ten sam towar w zmienionych formatach.

Na tym tle Gerhard Richter jest dla mnie nie problemem, ale nadzieją.

Gerhard Richter z obrazem morza
Gerhard Richter z obrazem morza

Różnorodność jako dowód prawdy, nie jej zaprzeczenie

Richter jest jednym z niewielu malarzy XX i XXI wieku, którzy pokazują wprost, że różnorodność nie jest brakiem tożsamości, tylko jej najwyższą formą. Jego malarstwo nie układa się w jedną linię stylistyczną. Ono przypomina archipelag: wyspy bardzo od siebie różne, a jednak połączone tym samym dnem.

Są u Richtera obrazy fotograficzne, zamglone, niemal dokumentalne – portrety, sceny rodzinne, obrazy z historii Niemiec. Są abstrakcje, brutalnie fizyczne, zeskrobywane, przeciągane raklą, w których farba jest materią, nie znakiem. Są prace niemal konceptualne – skale kolorów, paski, systemy. I są wreszcie obrazy morza – jedne z najbardziej technicznie dopracowanych i jednocześnie najbardziej zdradliwie „klasycznych” cykli w jego twórczości.

Właśnie te obrazy morza są dla mnie kluczowe. Sam tak maluję – lubię takie malarstwo, a obraz morza to moje hasło.

Richter abstrakcja geometryczna
Richter abstrakcja geometryczna

Morze u Richtera – technika, cisza, fałszywy spokój

Richterowskie morza są perfekcyjne. Gładkie, chłodne, pozornie obiektywne. Nie ma w nich romantycznej burzy, nie ma gestu malarskiego, który chciałby być bohaterem. Jest kontrola, dystans, techniczna precyzja. A jednak – i to jest paradoks – te obrazy wcale nie są „konsekwentne” w sensie stylu. One są prawdziwe w sensie postawy.

Morze u Richtera nie jest motywem. Jest stanem. Jest tym, co nie ma jednego kształtu, a jednak zawsze pozostaje sobą. I tu dochodzę do czegoś, co jest dla mnie kluczowe jako malarza.

Woda Bruce’a Lee i malarstwo, które się zmienia

Bruce Lee powiedział kiedyś, że woda jest miękka, ale to ona rozbija skały. Że przyjmuje kształt naczynia, do którego jest wlewana. Że zmienia się nieustannie – i właśnie w tym tkwi jej siła. Nie w sztywności. Nie w powtarzalności. Nie w jednym geście.

Dokładnie tak widzę malarstwo Richtera.

To nie jest „sposobik”. To nie jest styl do rozpoznania z daleka po jednym fragmencie płótna. To jest postawa wobec obrazu. Gotowość do porzucenia języka, gdy przestaje być prawdziwy. Zgoda na to, że malarstwo nie musi być spójne formalnie, żeby było spójne egzystencjalnie.

Gerhard Richter - portret
Gerhard Richter - portret
Przewijanie do góry