Wystawa końcoworoczna ASP 2026 – pracownia profesora Janusza Knorowskiego i Mai Kitajewskiej
Materiał filmowy z wystawy, to pierwsza część, planuję też długi materiał na Youtube gdzie powoli omówię wszystko co wpadło mi w oko. UWAGA! duże fajne zdjęcia w dobrej rozdzielczości robią ten artykuł, dlatego jeśli klikasz na komórce, to warto potem na dużym monitorze jeszcze raz tu wrócić.
Miejsce gdzie jest najwięcej moich filmów bieżących relacji z wystaw i z mojej pracowni to moje konto na Instagramie. (Kliku kliku!)
Tu jest NAMALOWANE, ryby, żaby i raki mieszkają gdzie indziej
Różne są potrzeby w zakresie sztuki. Awangarda lubi kiedy artysta wychodzi poza konwencje, poza płótno i zaproponuje jakiś oryginalny sposób komunikacji. Z drugiej strony, no fajnie jednak kiedy jest namalowane. Kiedy widać roboczogodziny spędzone z obrazem, kiedy mamy pewność, że tam po drugiej stronie nie doszło do pójścia na łatwiznę. Nieraz człowiek jedzie przez pół miasta na wernisaż, a tam ryby malowały tylko na niby, żaby na aby aby, a rak – byle jak.
Na wystawie końcoworocznej jest inaczej. Przynajmniej ja nie wyczułem tu ryb, żab i raków, które tak często się widzi na wystawach, w mojej ocenie tu jest prawda, praca, walka – czyli to czego wszystkim tak brakuje a wstydzą się powiedzieć.
Pracownia profesora Janusza Knorowskiego i Mai Kitajewskiej
W tym roku się nie zawiodłem. Na wystawie końcoworocznej jest mnóstwo dobrych obrazów. Sporo malarstwa takiego jak lubię, że nie tylko sfera krytycznej narracji zrywająca z medium, ale wręcz przeciwnie – potęga medium! Artysta który wyszedł poza ramy – to juz znamy. Weźmy tekst o Tymku Borowskim, który porzucił na pewnym etapie malarstwo, jednak to magnetyczne przyciąganie płótna spowodowało, że dalej maluje. Po prostu – malowanie jest super.
Zacznę cykl artykułów o wystawie końcoworocznej od wizyty w pracowni profesora Janusza Knorowskiego i Mai Kitajewskiej . Na pierwszym roku trzeba zmierzyć się z rzeczywistością, malarsko studiować kolor, przestrzeń, anatomię. Wrzucam tu jedynie kilka obrazów, mam nadzieję, na kolejny artykuł o tej pracowni, bo materiału jest mnóstwo. Te prace rzuciły mi się teraz pod klawiaturę, ale nie znaczy że inne są mniej zajmujące. Tam jest mnóstwo dobrego, fajnego malarstwa. Zachęcam do zapoznania się z profilami organizmów malujących, wrzucam te które zanotowałem: @idalia_owczarska @patrycjamelkowskaa @natalia._.baranowska @s__madeleine @psi_kregoslup @franekjanowsk @awrucon @aleksandraozylo @katarzyna__gomulka @aaquala @w.szelenberger
Spójrzmy na obraz Aleksandra Migacza. Obraz jest połączony z możliwością generowania dźwięków i staje się przez to instalacją, ale nie to było dla mnie najciekawsze. Zatrzymała mnie ta siatka.
Kwadraty pozostawione na powierzchni obrazu nie wyglądają jak przypadek ani niedokończony etap pracy. To świadoma decyzja. Od razu przywołują klasyczną metodę siatki, dzięki której od stuleci przenoszono rysunek na płótno, pilnując proporcji i konstrukcji formy. Zwykle jednak siatka znikała. Była tylko rusztowaniem, którego po zakończeniu budowy nie powinno być widać.
Tutaj zostaje. I dla mnie super, nadaje to charakter i buduje całą opowieść.
Nagle obraz przestaje być portretem. Obok twarzy pojawia się proces. Widać drogę dochodzenia do obrazu, dyscyplinę warsztatu, godziny patrzenia i sprawdzania relacji. Te cienkie linie nie są już tylko podziałem płótna. Stają się opowieścią o ćwiczeniu oka i ręki. O dążeniu do precyzji. O ambicji, pracy, koncentracji.
Oczywiście można to czytać zupełnie inaczej.
Można się zastanowić czy artysta nie chciał zwrócić uwagi na to, że siatka zbyt mocno wchodzi między obraz a widza. Że rozbija iluzję, nie pozwala zapomnieć o materialności płótna i nieustannie przypomina o konstrukcji obrazu. W takim odczytaniu staje się elementem dominującym, który zakłóca przepływ emocji i odciąga uwagę od samego portretu – czyli precz z akademizmem.
Mimo wszystko ja przychylałbym się do tej pierwszej interpretacji. Dla mnie obecność tej siatki to spokój, fundament na którym chciałoby się budować nie tylko obraz ale i całe życie.
Kto to namalował?
Przy niektórych pracach można znaleźć namiar na konto instagramowe – to dobry pomysł, można kliknąć i zobaczyć coś ciekawego, np. mi bardzo spodobał się obraz drzewa jaki znalazłem na profilu Weroniki Kuzak
Oko w oko z malarstwem
Wystawa końcoworoczna na ASP jest świetna zwłaszcza dla osób, które lubią malarstwo, w którym naprawdę coś zostało namalowane. Nie chodzi o definiowanie na nowo pojęć, przestrzeni, wychodzenie poza płótno itp. Tutaj najpierw spotyka się farbę, płótno i człowieka, który przez wiele miesięcy próbował zbudować obraz.
To miejsce działa jeszcze z jednego powodu. Przez kilka dni w jednym budynku spotykają się setki osób, które od miesięcy rozwiązują podobny problem, choć każda na swój sposób. Jak zbudować przestrzeń? Jak prowadzić kolor? Jak uprościć formę, nie tracąc jej ciężaru? Chodząc od pracowni do pracowni, można na chwilę podłączyć się do tego wspólnego procesu myślenia. Do czegoś, co przypomina umysł roju – nie dlatego, że wszyscy malują tak samo, ale dlatego, że wszyscy przez ten sam czas mierzą się z podobnymi pytaniami. Pomiędzy obrazami zaczynają pojawiać się niewidoczne połączenia.
Jest jeszcze sam budynek. Dla jednych będzie po prostu siedzibą Akademii Sztuk Pięknych. Dla mnie od lat ma w sobie coś więcej. Na Wydziale Malarstwa wystawa końcoworoczna nie jest zbiorem pojedynczych obrazów. To zapis kilku miesięcy pracy zamknięty w jednym miejscu. Można przejść przez wszystkie pracownie w godzinę. Można też spędzić cały dzień przy kilku płótnach i wciąż mieć wrażenie, że ogląda się dopiero początek.
Powyżej przykład trafionego studium wycinka rzeczywistości – obraz Natalii Baranowskiej. Studentka otrzymała wyróżnienie.
Nie za bardzo wymęczone, świeże, dynamiczne, z uderzenia, gest pędzla buduje płaszczyzny. Wyobrażam sobie ten obraz jak buduje ciekawą atmosferę w ciekawym wnętrzu. Mógłby zawisnąć powiedzmy w mieszkaniu Amélie Poulain czy w domu któregoś z bohaterów filmów Tima Burtona.
Pulsujący umysł roju
Gdyby potraktować je wyłącznie jako eksperyment myślowy i założyć, że źródło istnienia – nazwijmy je Stwórcą, świadomością albo po prostu jednością – rozproszyło samo siebie na miliardy odrębnych istnień tylko po to, żeby zobaczyć świat z nieskończonej liczby perspektyw, wejść we wzajemne relacje, doświadczyć zachwytu, cierpienia, błędów, miłości i strat, a następnie powrócić z tym doświadczeniem do wspólnej całości, to wspólna pracownia malarska wydaje się zaskakująco trafną miniaturą tak rozumianego świata.
Każdy student dysponuje jedynie niewielkim fragmentem rzeczywistości. Żaden nie widzi całości. Każdy przynosi własny zapis doświadczenia. Dopiero zestawienie tych obrazów w jednej przestrzeni pokazuje, że wartość nie leży wyłącznie w pojedynczym płótnie, ale również w relacjach między nimi. W tym sensie wystawa końcoworoczna nie jest tylko prezentacją obrazów. Jest zapisem wielu równoległych świadomości, które przez chwilę spotykają się w jednym miejscu. Poniżej prace wraz z imieniem i nazwiskiem osoby, która namalowała dany obraz. Szalone czerwienie, karminy, uderzenia pędzla. Z czasem planuję utworzyć tym osobom podstrony w dziale malują.
