Nie chodzi o malowanie rzeczy, tylko o malowanie barier między mną a rzeczami

Obraz olejny „Rynsztok” Tomasza Pilikowskiego przedstawiający portret kobiety w różowych okularach
„Rynsztok”, obraz olejny Tomasza Pilikowskiego. Portret oparty na motywie różowych okularów i filtrów widzenia.

Ten obraz powstał z chęci namalowania różowych okularów. Nie ma w tym żadnej wielkiej historii. Zobaczyłem kiedyś podobne oprawki w słońcu i spodobało mi się, jak pracował na nich kolor. Róż przechodził w czerwień, czerwień wracała w róż. Powierzchnia plastiku łapała światło i przez chwilę wydawała się ciekawsza od twarzy, którą miała oprawiać.

Tak zaczyna się wiele obrazów. Nie od idei, ale od czegoś, co wydaje się warte namalowania.

Dopiero później zacząłem zastanawiać się, dlaczego właściwie zainteresowały mnie właśnie okulary. Odpowiedź okazała się prostsza, niż przypuszczałem. Okulary są kolejną odmianą motywu, który od dawna pojawia się w moim malarstwie. Tak samo jak szyby, witryny, odbicia czy fotografie znalezione w internecie. Wszystkie te rzeczy coś pokazują, ale jednocześnie coś zasłaniają. Pozwalają patrzeć, lecz przypominają również, że nigdy nie oglądamy świata bezpośrednio.

Nie interesuje mnie więc sama rzecz. Interesuje mnie wszystko to, co znajduje się pomiędzy mną a rzeczą. Ma to oczywiście związek z moim życiem, gdzie człowiek zastanawia się gdzie jest, gdzie chciałby być i co oddziela go od stanu pożądanego. 

Współczesny obraz Tomasza Pilikowskiego przedstawiający ciemną kompozycję przypominającą pejzaż i linię horyzontu
Obraz Tomasza Pilikowskiego, w którym motyw przeszkody pojawia się bez udziału portretu czy figury.

Precz ze "swoim stytlem"

Motyw przeszkody nie pojawia się wyłącznie w portretach. W wielu wcześniejszych obrazach przybierał znacznie bardziej oszczędną formę. Trudno powiedzieć, czy mamy tutaj do czynienia z pejzażem, horyzontem czy niemal abstrakcyjnym układem płaszczyzn. Interesuje mnie właśnie ten moment niepewności. Chwila, w której obraz przestaje być oknem na świat i zaczyna funkcjonować jako powierzchnia stawiająca opór spojrzeniu.

Od lat bliżej mi do Richtera niż do malarzy konsekwentnie produkujących kolejne wersje tego samego obrazu. Nie dlatego, że chciałbym malować jak Richter. Bardziej interesuje mnie jego zgoda na zmianę. Możliwość przechodzenia pomiędzy różnymi tematami i sposobami pracy bez konieczności budowania z tego spójnej marki.

Nigdy nie wierzyłem, że człowiek przez całe życie chce malować tylko jedną rzecz. Jeszcze mniej wierzę, że chce ją malować zawsze w ten sam sposób. Malarstwo wydaje mi się zbyt rozległym terytorium, żeby zamieszkać w jednym jego fragmencie i uznać sprawę za załatwioną.Portret kobiety w różowych okularach jest dobrym przykładem takiego myślenia. Na pierwszy rzut oka łatwo dostrzec w nim estetykę zaczerpniętą z fotografii modowej. Wizerunek atrakcyjnej modelki, mocne światło, charakterystyczny detal przyciągający uwagę. Jednak interesuje mnie tutaj coś innego niż sam wizerunek.

Okulary działają jak mała architektura widzenia. Są rodzajem filtra nakładanego na rzeczywistość. Zmieniają sposób odbioru świata, nie zmieniając samego świata. W tym sensie przypominają obraz. Malarstwo również nie daje dostępu do rzeczywistości. Tworzy raczej warunki, w których rzeczywistość może zostać zobaczona w określony sposób.

Przewijanie do góry